Blog

Panna na wydaniu, czyli projektowanie doświadczeń w B2B

Opublikowano 08 marzec 2017

Anna. Panna na wydaniu. Z dobrego domu, majętna, z dużym posagiem. Wielu chciałby skraść jej serce. I ten posag rzecz jasna.

Anna to wie. I lubi to wykorzystywać.

Kiedy ma taką fanaberię, to wzywa kandydatów do siebie informując, że czegoś pilnie potrzebuje.

Oni, z szacunku do Anny ( i jej posagu) przybywają do jej pałacu, aby wysłuchać w czym rzecz.

Gdy przybęda. Anna spotyka się z każdym osobno. I mówi. Ale rzadko wprost. Często za to dając do zrozumienia, że to ona będzie wymagać (choć jeszcze nie wie  sama do końca czego), a kandydaci mają pilnie słuchać i na te wymagania następnie odpowiadać. Kiedy pytają Annę o szczegóły, Anna powtarza, że chce być szczęśliwa.

Następnie, na koniec spotkania, Anna mówi, że propozycje odpowiedzi na jej potrzebę mają pojawić się u niej już następnego dnia gdyż ona jeszcze w tym tygodniu chce podjąć decyzję komu odda swe serce i posag. W końcu nie może już dłużej czekać. Sprawa jest PILNA.

Kandydaci wracają więc do swoich zamków. 

Zakasują rękawy i przez kolejne długie godziny przygotowują swoją propozycję dla Anny.

Wysyłają ją kolejnego dnia do pałacu. 

Annie przecież zależy na czasie. 


I czekają.

Mija obiecany tydzień. Potem dwa, trzy, cztery...i wciąż cisza. W między czasie piszą listy z pytaniem o to, czy Anna otrzymała ich ofertę. Wysyłają gołębie pytając o informację zwrotną i jakąkolwiek decyzję.

Chcą w końcu wiedzieć, czy mają skupić się na Annie, czy zacząć szukać innych panien.


Każdy z nich ma przecież swoje życie i ostatecznie na tej jednej Annie świat się nie kończy.

Ale nie dane im jest uzyskać odpowiedzi. Żadnej.


W miejsce obiecanej przez Annę decyzji otrzymują po jakimś czasie, i to w najlepszym przypadku, informację, że Anna pilnie zaprasza ich na spotkanie, na którym chciałaby porozmawiać o...swoich potrzebach.

Wszyscy znamy takie Anny. Poświęcamy im czas, uwagę i zaangażowanie. Przygotowujemy materiały, propozycje i oferty. One je przyjmują, raz na jakiś czas nawet podziękują za ich przygotowanie. Zawsze obiecują dać znać.

Następnie zapadają się pod ziemię, aby za jakiś czas beztrosko powrócić z informacją o tym, że znów pilnie czegoś od Ciebie potrzebują.

Anny to nikt inny jak firmy, dla których każdy nas przygotowuje swoje oferty. Firmy, którym zależy na czasie. Firmy, o współpracę z którymi się staramy i na których nam zależy.

Czasami nawet wydaje nam się, że im na nas także.

W końcu często to one same się do nas zwracają z zapytaniem i prośbą o, najczęściej pilne, wsparcie.

Anny, to firmy, które obiecują, że dadzą informację w kwestii przedstawionej propozycji w ciągu kilku dni. A potem tygodniami udają, że żyją w świecie, w którym nie ma możliwości kontaktu z drugim człowiekiem. A ty czekasz.

Czekasz i myślisz sobie, po co ktoś zawraca głowę sobie i Tobie. Po co ktoś zaprasza na spotkanie, prosi o szybkie działanie, obiecuje sprawne decyzje, a potem tygodniami nie odbiera telefonów, nie odpisuje na maile i traktuje cię jak powietrze. Po co?

Dla sportu? Żeby pokazać swoją pozycję? Z braku świadomości, że przygotowywanie ofert, to realna praca i należy się za nią wynagrodzenie choćby w postaci uczciwej (i obiecanej) informacji zwrotnej?

Wciąż tak niewiele firm dba o relacje ze swoimi partnerami biznesowymi i ich doświadczenia związane ze współpracą. Mimo tego, że paradoksalnie są wśród nich ich klienci, którym non stop mówi się o tym jak bardzo w DNA firmy są ludzie, innowacje, lepsze doświadczenia etc. To taki paradoks “Anny na wydaniu”.

Projektowanie doświadczeń, które firmy tak często odmieniają przez wszystkie przypadki, powinno obejmować nie tylko działania do klientów, którzy kupują nasze usługi i produkty, ale także te skierowane do partnerów, którzy na różnych etapach pomagają nam je tworzyć, wdrożyć i dostarczyć. Bez nich w wielu przypadkach nie bylibyśmy tu gdzie jesteśmy.

Wierzę, że doświadczenie firm, które dla nas coś robią jest nie mniej ważne niż opinia klientów, którzy coś od nas na końcu kupują.


Wierzę też, że firmy, które zdadzą sobie z tego sprawę i zadbają także o ten aspekt będą mogły liczyć na mocne oparcie w swoich partnerach, którzy zrobią wiele, aby im pomóc.


A ta pomoc może okazać się bezcenna w coraz szybszych i złożonych realiach biznesowych wymagających łączenia różnorodnych kompetencji.

Nie bądź Anną. Daj nam znać. Wspólnie zadbamy o doświadczenia Twoich partnerów biznesowych.

Piotr Wojciechowski

CEO | Service Designer

Założyciel i zarządzający FUZERS. Wierzy w to, że usługi i doświadczenia, z których na co dzień korzystamy mogą być dobrze zaprojektowane.

Podziel się z innymi

Komentarze

Zapal się do newslettera

Dołącz i raz na dwa tygodnie otrzymuj inspiracje prosto do Twojej skrzynki email.